Plener

Miałem taki cichy plan aby w tym roku jesienią, jak już będą piękne kolory na drzewach, pojechać w Bieszczady lub Pieniny. Obserwowałem drzewa po drodze do pracy i przede wszystkim zdjęcia pojawiające się w internecie. Ciągle wydawało mi się, że jeszcze za wcześnie i planowałem pojechać na początku listopada. W ubiegły czwartek jednak do mnie dotarło na spacerze w parku, że to może jednak ostatni dzwonek. Większość liści w parku już spadła. Szybkie przeszukanie internetu i parę pytań o jesień w Pieninach i już wiedziałem, że albo wyjadę w ten weekend albo nie zdążę na kolorową jesień. W piątek zdecydowałem o wyjeździe w sobotę na noc. To była chyba najdłuższa podróż w Pieniny. Musiałem zrobić parę postojów po drodze na drzemki 10 minutowe. Byłem na nogach od godziny 5:00 i po paru godzinach samotnej jazdy zacząłem odczuwać skutki. Nie wiedziałem do końca gdzie pójdę najpierw. W drodze zastanawiałem się na postojach studiując kolejne prognozy pogody 🙂 . Ostatecznie zdecydowałem się na Sokolicę, a następnego dnia na Trzy Korony. To był dobry wybór mimo, że na Trzech Koronach nie miałem już takich kolorów w poniedziałek. W niedzielę od południa zaczął wiać silny wiatr i cały czas się nasilał. Liście spadały całymi chmarami. 

Wschód zaczął się leniwie od powoli pojawiających się kolorów na niebie. Później słońce zaczęło podświetlać chmury płynące nad Dunajcem, a na koniec pojawiły się lasery.

Po tak pięknym wschodzie zszedłem do samochodu i pojechałem na śniadanie. Później poszedłem na spacer ścieżką wzdłuż Dunajca.

Na zachód miałem dwa miejsca do wyboru Czorsztyn albo Wysoki Wierch. Decyzję pomogła mi podjąć koleżanka która także przyjechała w Pieniny. Pojechaliśmy na Wysoki Wierch.

Zachód nie był tak ładny jak wschód, ale udało mi się parę zdjęć zrobić.

Po zachodzie wróciłem w pobliże schroniska Trzy Korony. Tam wreszcie mogłem się przespać po 39 godzinach na nogach odliczając krótkie drzemki 10 minutowe po drodze w Pieniny. Spałem po raz pierwszy w samochodzie i mogłem też po raz pierwszy wypróbować swoją nagrodę z zeszłego roku 🙂 materac Comfort Plus Insulated firmy Sea to summit. Jedno mogę o nim powiedzieć jest bardzo wygodny.

Rano wyruszyłem na szczyt i prognozy pogody znów się sprawdziły. 

Na górze było pięknie i mocno wiało. Po godzinie stania byłem już lekko zmrożony mimo dodatniej temperatury 🙂 . Słońce wstawało za cienką warstwą chmur wysokich co dało piękne kolory na niebie. Na dole zaczęło podświetlać trochę później.

Schodząc zanurzyłem się jeszcze w baśniowy świat mgieł.

W drodze powrotnej jeszcze ostatnie zdjęcie na pożegnanie.

Cały wyjazd mógł się odbyć dzięki mojej kochanej żonie która z wielkim żalem rozstała się ze mną na dwie noce 😉 i jeden dzień.

Następny wyjazd będzie już zimowy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz