Krótki wypad

Dzisiaj opiszę relację z bardzo krótkiego i szalonego wypadu na Śnieżkę.W związku z różnymi licznymi przeciwnościami losu i nieodpuszczającym pechem postanowiłem wyjechać samotnie na Śnieżkę aby trochę odreagować i przemyśleć parę spraw. Pomysł zakiełkował we wtorek, a w środę przez połowę dnia sprawdzałem pogodę na czwartek. Koło trzynastej postanowiłem pojechać. Wyszedłem z pracy wcześniej i o piętnastej byłem już w domu. Szybko się spakowałem i położyłem na krótką drzemkę. O 20:30 byłem już w drodze do Mala Upa skąd postanowiłem wchodzić. Na miejsce dotarłem o 2:40 i odrazu wyruszyłem w drogę na szczyt. Na parkingu temperatura wynosiła -18 C i nie było wcale tak zimno jak by mogło się wydawać. Na górze miało być -25 C (odczuwalna -40) więc odrazu ubrałem się cieplej niż zwykle. Początek był bezwietrzny, a przez księżyc prawie w pełni było bardzo jasno.

Po około godzinie dotarłem do schroniska Jelenka. Niestety czynne 10-18, więc ruszyłem dalej.Od Jelenki wchodziłem już w raczkach.

Schronisko Jelenka

Po drodze podziwiałem piękne nocne widoki. Gdy wyszedłem z lasu zaczęło wiać, a po pewnym czasie na tyle silnie, że założyłem kaptur.

Stacja na Śnieżce i księżyc

Rozświetlony Karpacz w dole

Po dotarciu na szczyt zaczęło powoli świtać choć do samego wschodu została jeszcze godzina.Na górze było już naprawdę zimno. Nie byłem w stanie sprawdzić jaka była temperatura ponieważ telefon wyłączał się od mrozu, ale myślę, że prognozy nie były przesadzone. Widoki za to jakie zastałem na górze rozgrzewały mnie od środka.

Karpacz widziany z samego szczytu

Poczta Czeska na szczycie

Na 50 minut przed wschodem dołączył do mnie na szczycie Czech. Zaraz po wschodzie uciekł szybko na dół do schroniska żeby się rozgrzać.

Księżyc ze stacją
Ostatnie zdjęcie łysego

Zanim zaczął się właściwy wschód to już nie czułem palców u rąk. Aparat wariował i nie zawsze ustawiał ostrość przed zrobieniem zdjęcia, a akumulator po paru zdjęciach pokazywał, że jest już prawie rozładowany. Na szczęście trochę zdjęć jadnak udało mi się zrobić.

Ręce mi tak zamarzały, że ciężko było obsłużyć aparat, a filtrach CPL lub połówkowych nawet nie myślałem.

Wschód słońca może nie był najpiękniejszy, ale napewno był wart wejścia na górę.

Kilkanaście minut po siódmej zacząłem schodzić żeby się rozgrzać. Po drodze robiłem jeszcze zdjęcia. Po zejściu pierwszego kawałka przekonałem się że na górze nie było najzimniej. Dopiero teraz zaczęło mocno wiać z przodu i po raz pierwszy od dwudziestu lat założyłem czapkę. Dla niedowiarków zrobiłem nawet sobie zdjęcie. Wąsy lekko mi zamarzły.

Takie zamiecie spotkałem w drodze powrotnej

Ostatnie spojrzenie na Śnieżkę

To zdjęcie zrobiłem w tym samym miejscu co drugie zdjęcie tylko tam to było nocą a to już w drodze powrotnej w dzień.

Zszedłem na dół koło dziewiątej. Zjadłem śniadanie i wyjechałem koło dziesiątej w drogę do domu. O piętnastej byłem już w domu i padłem.

Wypad był dość ekstremalny i szalony, ale tego mi było trzeba. Teraz tylko czekam aż palce powrócą do normy bo narazie od mrozu nie czuje końców trzech palców u każdej ręki. Podobno jak to powiedział Michał Sośnicki to mija po pewnym czasie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Opublikuj komentarz